Sobota, powrót z ćwiczeń terenowych z hydrologii ze Szczyrku, a niedziela... Pogoda ma być ładna - skały. Jedziemy malutką ekipą. Ja prowadzę, przerażony wzrok pasażera siedzącego na tylnym siedzeniu widzę w lusterku, Artur jest zdenerwowany. No cóż, każdy ma swoje początki, lepsze lub gorsze :) Ale dojechaliśmy. Podzamcze. Średnio przepadam ostatnimi czasy za tym rejonem, za ogromną ilością "turystów pieszych" oraz "turystów zamkowych", ale Podzamcze oferuje wiele dróg w skali, która mnie interesuje. Podchodzimy pod skałę "Ratusz". Rozgrzewam się na VI+, o wdzięcznej nazwie "Solidarność jajników". Nie miałam z kim się solidaryzować, bo byłam jedną kobietą w tym składzie, ale zaraz za mną "Solidarność" puszcza pod szponami Artura, w całkiem dobrym stylu FL. To jego pierwsza VI+ FL. Zacnie, Ja rok temu robiłam tę drogę, więc niestety dziś nie mogę wpisać jej do swojego kajeciku jako nowo zrobioną.
Druga droga to "Policjanci to palanci" za VI.1+. Czuję sentyment do tej drogi, ponieważ no... troszkę na niej powisiałam swego czasu, a i pod nią niegdyś z Madzią spałam, także... łączą nas chwile. Kolejna moja próba, brakuje jednego przechwytu, zjeżdżam, następnie wstawia się Artur, przehacza drogę. Ja restuję, kontepluję przyrodę. Kolejna moja wstawka, bez wiary jak zwykle i... porażka. Artur znów się wstawia i w jego przypadku ta próba również jest gorsza niż poprzednia. Odpoczywam chwilę ja i... idę. W głowie mam przechwyty: z dwójki wpinka, odciąg na lewo, podchyt na prawą rękę, lewa do kolejnego odciągu, prawa noga na półę... STOP! Chłopcy krzyczą, że wcześniej robiłam dając najpierw lewą nogę. Okej, z powrotem, lewa noga, prawa, do oblaka, wpina z podchwytu i... wybrało mnie. Mówię "lecę, daj blok". Podejrzewam, że gdyby nie doping, to bym drogi nie dokończyła, ale udało się i wymęczyłam! "Policjanci to palanci" są moi. Ściągam wszystko i idziemy na Niedźwiedzia. Dołączam kilka zdjęć z tej drogi, z tym, że zdjęcia są stare, z maja bodajże.
Na Niedźwiedziu spodziewamy się tłumów, ale okazuje się, że wspina się oprócz nas tylko jedna para. Lęki z Oszołoma Arturowi pozostały do dziś, co w sumie nie dziwi po takim locie, jaki w marcu zaliczył, więc zostawiamy go do zrobienia na kiedy indziej. Siedząc pod Niedźwiedziem oglądamy tańce i walki rycerskie rodem ze średniowiecza, które odbywają się na terenie zamku. Z Niedźwiedzia jest genialny widok na zamek i jego teren, gdzie często odbywają się ciekawe wydarzenia, inscenizacje, koncerty (reggae również :)). Po chwili kontemplacji stwierdzamy, że tu się wspinać dziś nie będziemy, bo wieje, bo nie i tyle. Zbieramy manatki i idziemy na Dziurawą. Próbuję przehaczyć "Drobne cwaniaczki" za VI.2. Próby z dołem idą opornie, więc idę na wędkę. Ruszki mam już chyba w miarę jako tako porobione, jeszcze może jedna, dwie próby i mam nadzieję, że droga puści :) I tyle wspinania na dziś, myślę, że każdy wraca zadowolony.
Mysia:
"Policjanci to palanci" - VI.1+ RP
Artur:
"Solidarność jajników" - VI+ FL
poniedziałek, 23 lipca 2012
piątek, 29 czerwca 2012
Dzień 4 - 6.06.2012 - Dolina Pięciu Stawów Polskich.
Dzień trzeci był dniem deszczowym. Pochodziliśmy po Zakopanem, poznaliśmy jego historię i wiele ciekawostek. Historie te pobudziły moją chęć do nabycia pozycji wydawniczej "Przedwojenne Tatry. Zakopane i Podhale. Najpiękniejsze fotografie". Jako, że nie mogę sobie pozwolić na takie rarytasy, dostałam tę pozycję na urodziny od Artura. Hura!
Dzień czwarty to wycieczka do mojej ulubionej doliny - Doliny Pięciu Stawów Polskich.
Busem podjeżdżamy do Polany Palenicy. Poniżej Polany Palenicy znajduje się Łysa Polana- to miejsce, dokąd sięgał lodowiec ostatniego zlodowacenia. Po drodze mijamy potok Waksmundzki, który łączy się z Białką. Obydwie rzeki mają charakter roztokowy.
W listopadzie, gdy byłam w Dolinie Roztoki na wyjeździe badawczym, po okresie suszy hydrologicznej poziom wody w Waksmundzkim był bardzo niski. Na zdjęciu również widać, że poziom nie jest zbyt wysoki, ponieważ zrobione zdjęcie było po dłuższym okresie bezdeszczowym, jednak sytuacja nie był tak "dramatyczna" jak w listopadzie. Przy rzecze Białce rośnie olszyna karpacka.
Za mostem, z którego zostało wykonane zdjęcie, droga wznosi się już na zbocze doliny i biegnie po głazowisku moreny bocznej Doliny Białej Wody, aż do Wodogrzmotów Mickiewicza, które stanowią próg skalny zbudowany z różowych granitów - barwę zawdzięczają różowym skaleniom
Zaraz za Wodogrzmotami szlak zielony prowadzi bardziej ku południowemu zachodowi. Wchodzimy do Doliny Roztoki, która stanowi odgałęzienie Doliny Białki - jest doliną zawieszoną nad dnem głównej doliny. Początek zielonego szlaku, to wędrówka po granitowych schodkach, gdzie obserwujemy liczne wygłady lodowcowe - wygładzona przez lodowiec powierzchnia skały granitowej. Idziemy dnem doliny poniżej stromych zboczy Wołoszyna, następnie Świstowej Czuby. Za olbrzymim granitowym blokiem o nazwie Dziadula kończy się las i zaczyna kosodrzewina. Po przeciwnej stronie doliny oglądamy zawieszony kocioł lodowcowy - Buczynową Dolinę. Po solidnym kursie semestralnym geomorfologii, o wiele lepiej ogląda się takie dolinki, znając genezę ich powstania. I na Buczynową patrzę już inaczej niż dotychczas. W kotle tej dolinki lodowiec istniał jeszcze 9-10 tys. lat temu. Idziemy wzdłuż potoku zielonym szlakiem, wchodząc stopniowo na próg Wielkiego Stawu i oglądamy największy wodospad Tatr - Siklawę. W tym miejscu widzimy wiele rys lodowcowych na wygładach. Również widok na wyraźnie U-kształtny charakter Doliny Roztoki jest z tego miejsca najlepszy.
Dzień czwarty to wycieczka do mojej ulubionej doliny - Doliny Pięciu Stawów Polskich.
Busem podjeżdżamy do Polany Palenicy. Poniżej Polany Palenicy znajduje się Łysa Polana- to miejsce, dokąd sięgał lodowiec ostatniego zlodowacenia. Po drodze mijamy potok Waksmundzki, który łączy się z Białką. Obydwie rzeki mają charakter roztokowy.
| Uchodzący Waksmundzki do Białki. |
Za mostem, z którego zostało wykonane zdjęcie, droga wznosi się już na zbocze doliny i biegnie po głazowisku moreny bocznej Doliny Białej Wody, aż do Wodogrzmotów Mickiewicza, które stanowią próg skalny zbudowany z różowych granitów - barwę zawdzięczają różowym skaleniom
| Wodogrzmot pośredni |
| Dolina Roztoki. |
Niebieskim szlakiem idziemy do mojego ulubionego schroniska, na szarlotkę oczywiście. Nie jestem entuzjastą szarlotek, średnio za nimi przepadam, jednak szarlotce, która zajmuje pierwsze miejsce w rankingach nie mówię nie :) Odpoczywamy chwilę, chociaż tak naprawdę nie zdążyłam się zmęczyć (troszkę mnie i Paulinie brakuje tak zwanej "wyrypy", ale nie miejsce i nie czas na dawanie sobie w kość).
Po chwili ruszamy niebieskim szlakiem, przez zbocza Świstowej Czuby do Morskiego Oka. Zimą szlak ten jest zamykany, ze względu na dużą częstotliwość występowania lawin. Po drodze pstrykam jeszcze parę zdjęć ulubionej dolince.
| Piątka. |
| Piargi. |
| Podchodząca grupa 7. |
| No siema. |
Przy Morskim Oku zatrzymujemy się dosłownie na chwilę, po czym ruszamy a(o)sfalt(d)ową drogą do Polany Palenicy, gdzie czeka na nas bus. Ogromna dawka wiedzy zostaje w głowach, mam nadzieję, że na długo.
| Fotogeniczny Mnich. |
poniedziałek, 18 czerwca 2012
4.06.2012 - Dzień drugi
Cała grupa spotyka się pod skocznią w Zakopanem, pod Wielką
Krokwią, która usytuowana jest na północnym stoku góry Krokiew (1378 m n.p.m.).
Jest to wzniesienie reglowe, i właśnie Tatry reglowe są dzisiejszym naszym
celem. Pod samą skocznią znajdują się osady piaskowe, które przykrywają flisz. Po krótkim omówieniu dzisiejszej planowanej
trasy oraz po przyglądnięciu się mapie geologiczne Tatr, ruszamy czarnym
szlakiem Drogą pod Reglami. Jest to szlak u podnóża Tatr Zachodnich,
szczególnie polecany osobom starszym, dzieciom oraz mniej sprawnym turystom. Kiedyś
droga ta była nazywana Żelazną Drogą – od XVIII wieku stanowiła połączenie
dwóch ośrodków hutniczych w Kościelisku oraz w Kuźnicach (o hutnictwie więcej
napiszę później, przy okazji wycieczki do Kościeliskiej Doliny oraz do Kuźnic).
Znajdujemy się w reglu dolnym, gdzie powinny rosnąć pojedyncze świerki, a tu znajduje się ich stosunkowo dużo, co jest związane z działalnością człowieka – sprowadzenie świerków alpejskich za czasów, gdy był tu zabór austriacki. Świerki te są często wyschnięte, ponieważ na Drodze pod Reglami są wystawione na działanie promieni słonecznych. Duże zasługi w niszczeniu lasów świerkowych ma kornik drukarz (uwielbiam tą nazwę J ). W XVIII i XIX wieku drzewa były mocno eksploatowane jako paliwo do pieców hutniczych.
Znajdujemy się w reglu dolnym, gdzie powinny rosnąć pojedyncze świerki, a tu znajduje się ich stosunkowo dużo, co jest związane z działalnością człowieka – sprowadzenie świerków alpejskich za czasów, gdy był tu zabór austriacki. Świerki te są często wyschnięte, ponieważ na Drodze pod Reglami są wystawione na działanie promieni słonecznych. Duże zasługi w niszczeniu lasów świerkowych ma kornik drukarz (uwielbiam tą nazwę J ). W XVIII i XIX wieku drzewa były mocno eksploatowane jako paliwo do pieców hutniczych.
Ruszamy w kierunku Dolinu ku Dziurze. U wejścia do doliny
widzimy w dnie potoku pod mostkiem, pochylone ku północy warstwy wapieni
eoceńskich. W dni potoku widzimy niewielkie kaskady, które powstały na
ciemnych, warstwowanych wapieniach retyku.
Z biosfery, to mogę napisać jedynie,
że występują tu buki oraz jodły:) .
Za mostkiem widzimy już tylko jasne dolomity środkowego triasu. Po lewej stronie znajduje się wapienna skałka, w której znajduje się Jaskinia Dziura. Niegdyś jaskinia ta służyła za schronienie dla pasterzy, w XIX wieku nazywana była „Zbójnicką Jamą” – ukrywać się miał w niej zbójnik Wojciech Mateja, który okradał baców między innymi z oscypków :D Czuję, że bym się z nim dogadała, bo też bym mogła być zbójnikiem, gdybym żyła w XIX wieku w Zakopanem i też bym z oscypków okradała J Mniam!
Za mostkiem widzimy już tylko jasne dolomity środkowego triasu. Po lewej stronie znajduje się wapienna skałka, w której znajduje się Jaskinia Dziura. Niegdyś jaskinia ta służyła za schronienie dla pasterzy, w XIX wieku nazywana była „Zbójnicką Jamą” – ukrywać się miał w niej zbójnik Wojciech Mateja, który okradał baców między innymi z oscypków :D Czuję, że bym się z nim dogadała, bo też bym mogła być zbójnikiem, gdybym żyła w XIX wieku w Zakopanem i też bym z oscypków okradała J Mniam!
Sama jaskinia to komora o długości około 50 metrów. Geneza
powstania tej jaskini wiąże się z krążącym w skale gorącymi wodami hydrotermalnymi
i jest to jedyna w Polskich Tatrach jaskinia hydrotermalna. W ścianach jaskini
można dojrzeć miskowate zagłębienia, którą są świadectwem zawirowań wód w
czasie przepływu w jaskini.
| W jaskini. |
| Zagłębienia w stropie jaskini. |
Wracamy Doliną ku Dziurze znów na Drogę pod Reglami i
wchodzimy w Dolinę Strążyską. W potoku dostrzegamy duże obtoczone głazy, które
są brekcją złożoną z okruchów dolomitowych, które są zlepione białymi żyłami
dolomitu. Gdy znajdujmy się na wysokości około 1000 m n.p.m., widzimy po prawej
stronie postrzępione turniczki dolomitowych Kominów Strążyskich, które znajdują
się u podnóży Smakowej Czuby (1189 m n.p.m.). Warto wspomnieć, że znajduje się
tu jedno z najniższych stanowisk kosodrzewiny. W końcu dochodzimy do Polany
Strążyskiej, która kiedyś była miejscem wypasu owiec. Na hali można dostrzec
pojedyncze bloki, które oderwały się ze ścian skalnych, a największy taki
wapienny blok nazywa się „Sfinks” i prawdopodobnie zsunął się po niewielkim
lodowczyku (w epoce lodowcowej)na Polanę Strążyską z Giewontu. Na polanie są pozostałości
po pasterstwie – szałasy. W jednym z nich jest bufet, gdzie podają najgorszą
szarlotkę świata podobno. Na chwilę przysiadamy, omawiamy mapę geologiczną i
ruszamy ku „Siklawicy”.
Z Siklawicy wracamy znów Doliną Strążyską. Czemu taki wybór? Ano dlatego, że część grupy stwierdziła, że bez sensu iść na Sarnią Skałę, bo "i tak nic nie widać". No cóż, nie każdy musi być zapalonym górołazem.
Robimy jeszcze jeden średnio sensowny manewr, bo wchodziły w Dolinę Białego od północnej strony.
Idąc Doliną Białego oglądamy po lewej stronie dolomitowe Koryciska, oraz sztolnię, w której na początku lat pięćdziesiątych XX wieku eksploatowano dolnotriasowe czarne łupki z tufitmi, które wydobywano z uwagi na nieco większą zawartość pierwiastków promieniotwórczych.
Idziemy jeszcze nieco Doliną Białego w stronę południową, po czym wracamy do ośrodka, z głowami pełnymi wiedzy.
Z Siklawicy wracamy znów Doliną Strążyską. Czemu taki wybór? Ano dlatego, że część grupy stwierdziła, że bez sensu iść na Sarnią Skałę, bo "i tak nic nie widać". No cóż, nie każdy musi być zapalonym górołazem.
Robimy jeszcze jeden średnio sensowny manewr, bo wchodziły w Dolinę Białego od północnej strony.
Idąc Doliną Białego oglądamy po lewej stronie dolomitowe Koryciska, oraz sztolnię, w której na początku lat pięćdziesiątych XX wieku eksploatowano dolnotriasowe czarne łupki z tufitmi, które wydobywano z uwagi na nieco większą zawartość pierwiastków promieniotwórczych.
| Wejście do dawnej sztolni. |
Subskrybuj:
Posty (Atom)