Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Geomorfologia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Geomorfologia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 4 marca 2013

Szurf szurf szurf - czyli kopanie w śniegu w Jakuszycach.






Szurf, szurf, szurf. Od jakiegoś już czasu "marzyłam" o tym, żeby przekonać się na czym polega owo coś, co można z tego odczytać, jak można badać śnieg. Zdaję sobie sprawę z tego, że co najmniej dziwaczne jest "marzenie" o poznaniu śniegu. W każdym razie - w końcu się udało, za uprzejmością Uniwersytetu Wrocławskiego miałam okazję poznać metody badania śniegu wraz ze studentami Klimatologi i Ochrony Atmosfery.

Krótko i zwięźle - czym jest szurf (snow pit)? Jest to wykop w warstwie śniegu, od jego powierzchni do samego gruntu. Podczas takich badań określa się formę ziaren w poszczególnych warstwach, wielkość kryształów śniegu, zwartość, gęstość śniegu oraz wilgotność kryształów. Szurf pozwala na badanie tych cech w poszczególnych warstwach oraz na zaobserwowanie, jak zmienia się śnieg w raz ze zmiennymi warunkami pogodowymi. Wraz z akumulacją śniegu oraz zmianami pogodowymi w czasie, rozwijają się warstwy, które różnią się miedzy sobą cechami fizycznymi. Warstwy te pozwalają odtworzyć historię warunków pogodowych w których powstawały. Jeśli kogoś interesuje zagadnienie metod badania śniegu polecam stronkę:

http://www.nasa.gov/pdf/186123main_SnowPitProcedures.pdf






Szurf na Polanie Jakuszyckiej.








A gdzie nabywałam wiedzy tajemnej? Stacja "wypadowa" miała miejsce na wyokości 886 m n.p.m. w Jakuszycach. Osobliwością tego miejsca jest fakt, że klimat tego miejsca porównywalny jest do klimatu występującego na wysokości 1 500 m n.p.m. w Alpach. Odczuć to można już w czasie drogi ze Szklarskiej Poręby do Jakuszyc - z ponurego, ciemnego, bezśnieżnego miejsca stopniowo zapuszcza się w krainę śniegu. Sama przeprawa do Jakuszyc zajęła mi około 9 godzin. Najpierw pociąg Katowice - Wrocław, następnie z Wrocławia PKS do Jeleniej Góry za (o zgrozo!) 24 zł, z Jeleniej Góry PKS do Szklarskiej Poręby, a w Szklarskiej Porębie niespodzianka -  żadnych połączeń do Jakuszyc - było już późno, około godziny 21-22. Postanawiam więc złapać stopa, jednak szybko na mrozie -6 stopni rezygnuję - jestem przemarznięta po jeździe zimnym PKS`em, zmęczona podróżą i chciałabym już być na miejscu. Idę na postój taksówek.

Ja: Ile do Jakuszyc?
TAXI: 60zł.

Nie wiem nawet czy podziękowałam za informację, w każdym razie oddaliłam się od taksówek nie chcąc mieć z nimi nic wspólnego i zaczęłam kombinować. W kombinowaniu postanowił pomóc mi Pan Taksówkarz.
TAXI: 40 zł?

Na twarzy miałam chyba minę w stylu poker face.

TAXI: 35 zł?

Gestem głowy zgadzam się - nie mam zamiaru już dłużej stać w Szklarskiej Porębie, do Jakuszyc żadne samochody o tej porze nie jeżdżą. Po drodze nasłuchałam się, jaką to okazję złapałam, za 35 zł nikt nigdy w historii nie dojechał ze Szklarskiej Poręby do Jakuszyc - ta, cudownie. Gdy już dojechałam na miejsce, a taksówkarz odjechał, na śniegu znalazłam 10 zł. Taki miły akcent : )

I gdzie jestem?













Kolejnych pięć dni przebiega pod hasłem: badamy śnieg! Jako, że byłam z grupą meteorologów, mieliśmy również pomiary temperatury i prędkości wiatru co godzinę, a w nocy co 3 (o zgrozo!).


Ktoś goni a ktoś łapie wiatr.



Już pierwszego dnia miałam okazje spróbować jazdy na nartach biegowych. Albo biegu na nartach biegowych? Nieistotne, w każdym razie dobry sport dla osób, które lubią się nieco zmęczyć :) Poniżej jeszcze parę zdjęć z wyjazdu.


Potrzebna była mała pomoc : )


Stoję.
O oł! Jadę!


Po godzinie już rozbiegana :)

Jakuszycki kominek :)

Dolina Kozacka - słynie z bardzo dużych ilości śniegu podczas gdy w innuch częściach Karkonoszy jest go bardzo mało.





Kopiemy :)


Do Jakuszyc nie wiem czy wrócę czy nie, w każdym razie było to pięć dni spędzonych i AKTYWNIE! i nieco wiedzy przybyło (aj, gdyby tak przedmioty z geografii ekonomicznej do głowy wchodziły!) Karkonosze na pewno będą jeszcze celem moich wycieczek. Z szurfami przygoda dopiero mam nadzieję się zaczęła :)


czwartek, 18 października 2012

Trzeci dzień w Karkonoszach - 10.09.2012

No to jedziemy dalej... Jak najbardziej aktywnie! :) Zazwyczaj napisanie relacji z wyjazdów odkładam i odkładam w nieskończoność, a szczegóły w międzyczasie umykają. Notka napisana miesiąc od powrotu to i tak dobry rezultat. A więc skupiam się, przypominam sobie co się da i... piszę! :)

3 dzień w Karkonoszach to kolejna wycieczka, z której kto chce wynosi naprawdę dużo informacji, kto nie chce ten trąba. Już na drugich z kolei praktykach trafiamy na prowadzącego, który nie tylko jest naukowcem, ale i pasjonatem gór. Dla wielu z nas to opcja idealna, bo i dowiadujemy się dużo ciekawych rzeczy (niejednokrotnie na szlaku zdarza się zadać pytanie: a dlaczego to tak wygląda a nie inaczej?) i mamy możliwość względnie solidnego pochodzenia po górach. Aktywnie na praktykach!


Ruszamy znów z Domku Myśliwskiego, tym razem nieco inną drogą, otóż drogą asfaltową do Strzechy Akademickiej. Polubiłam to miejsce, polubiłam schronisko, widok na Kotlinę Jeleniogórską.

Upał tego dnia jest niemiłosierny, słońce pali nasze i tak już zaczerwienione twarze. U niektórych zmęczenie z dnia poprzedniego daje się we znaki i podejście ze Strzechy Akademickiej do Spalonej Strażnicy sprawia nieco problemów.


Jesteśmy na ponad 1400m n.p.m., a wszędzie tak płasko!


Dnia poprzedniego szliśmy w stronę Śnieżki, a dziś swój wzrok kierujemy na południe i widzimy Studniční hora (1554m n.p.m.) oraz Lučni hora (1555m n.p.m.), które rozdziela Modre Sedlo. Obydwa szczyty są również twardzielcami - jak i Śnieżka, a więc są zbudowane z bardziej odpornych skał (z hornfelsów).


Ze Spalonej Strażnicy idziemy schroniska Lucni Bouda. Spod schroniska robię zdjęcia, znajomi wchodzą do środka, ja chwilę za nimi i... gubię się :) Schronisko jest tak duże, że naprawdę nie jest wyczynem stracenie z pola widzenia znajomych. Wychodzę więc ze schroniska, postanawiam nie zapuszczać się w głąb jeszcze bardziej i czekam na zewnątrz na ekipę :) 




Miejsce mojej zguby :)


Następnie drogą idziemy w kierunku południowym, skąd możemy z bliska przyjrzeć się Studziennej Horze. Szczyt ten jest niedostępny dla turystów ze względu na procesy stokowe, które na nim zachodzą. Występuje tu kriopanacja. 



Lucni Bouda w oddali.
W tle Śnieżka.
Na Modrym Sedle robimy sobie kilka zdjęć  i wracamy do Lucni Boudy, a stąd kierujemy się na zachód.



Ochrona głowy przed słońcem :)


Czerwonym szlakiem idziemy w stronę Koziego Grzbietu, po czym wracamy do Domu Śląskiego, skąd podziwiamy po raz kolejny górę (hałdę ;P) Śnieżkę. Do Domku Myśliwskiego jeszcze długa droga, ponieważ prowadzący na szczęście wpada na pomysł, aby iść jeszcze czarnym szlakiem do Karpacza. Mordki nam się uśmiechają, bo pogoda wymarzona, chodzenia względnie dużo i... ogólnie jest cudownie! Po drodze widzimy Symboliczny Cmentarz Ofiar Gór, mnóstwo form geomorfologicznych, prześliczną gromadę kotków, piękne widoki i wiele wiele innych, ale... niestety zdjęć z tego dnia mało. W Karpaczu dogadzamy sobie przepyszną pizzą, robimy duuuuże zakupy i ruszamy do Domku Myśliwskiego. Aktywny dzień w górach!






Kicia :)

wtorek, 25 września 2012

Drugi dzień 9.09.2012 - Śnieżka

Nadszedł kolejny dzień poznawania Karkonoszy. Właściwie to pierwszy, bo krótki spacerek dzień wcześniej ciężko nazwać poznawaniem.

Zbiórka stosunkowo późno, jak na wyjście w góry, ale jak się później okaże, trasa nie jest szczególnie długa i wymagająca, więc godzina 9:00 była jak najbardziej odpowiednia, tym bardziej, że mieszkamy w Domku Myśliwskim, który jest świetną bazą wypadową na wycieczki jednodniowe.

Na wstępie krótkie informacje gdzie jesteśmy. Karkonosze - pasmo górskie, najwyższe w Sudetach a zarazem najwyższe pasmo górskie w Czechach. Granicę Karkonoszy na zachodzie stanowi Przełęcz Szklarska (886m n.p.m.), na wschodzie Przełęcz Lubawska (516m n.p.m), od północy Karkonosze graniczą z doliną Kamienną, poprzez którą graniczą z Górami Izerskimi, z linią uskoku tektonicznego, który stanowi granicę między Karkonoszami a Kotliną Jeleniogórską, oraz z doliną Jedlicy, która oddziela Karkonosze od Rudaw Janowickich. Południowa granica jest mniej wyraźna, ponieważ Karkonosze stopniowo przechodzą w rozległe Pogórze Karkonoskie. 
Powierzchnia Karkonoszy to 650 km kwadratowych - 28% należy do Polski. Długość pasma to około 70km, natomiast szerokość waha się między 5 a 20km.

Wycieczkę rozpoczynamy od Domku Myśliwskiego, który jest usytuowany na wale moreny czołowej, jednocześnie stanowi północną krawędź Małego Stawu. Informacje o Domku Myśliwskim znajdziecie tutaj: http://www.kpnmab.pl/pl/domek-mysliwski,116

Początek trasy jest powtórką z naszego krótkiego spaceru dnia poprzedniego: niebieskim szlakiem kierujemy się na południowy zachód. Pierwszym ciekawym punktem jest spłaszczenie w Kotle Małego Stawu - polanka, którą obserwujemy z odległości około 200m. Spłaszczenie to zbudowane jest z osadów organicznych, z torfu turzycowego. Początek sedymentacji osadów miał miejsce około 10 tys. lat temu i było to pierwsze w polskiej części Karkonoszy pojezierne torfowisko.Osady akumulowały się w tak zwanym zagłębieniu końcowym, które powstaje dzięki egzaracyjnej (proces mechanicznego niszczenia podłoża) działalności lodowca - języków lodowcowych i lobów lodowcowych. Zagłębienie końcowe to duże, zazwyczaj niegłębokie obniżenie. Po stopnieniu lodowca, takie zagłębienie zazwyczaj bywa zajęte przez jezioro, jak było prawdopodobnie w tym przypadku. Zagłębienie końcowe powstaje pod lodowcem politermalnym.

Drugi przystanek mamy nad Małym Stawem, który jest położony w dnie Kotła Małego Stawu. Kocioł ten jest elementem rzeźby glacjalnej. Kocioł został wyrzeźbiony w granicie równoziarnistym. Na stromych zboczach, które osiągają kąt nachylenia powyżej 60 stopni, można zaobserwować parę, lub nawet paręnaście spływów gruzowych (wschodnie zbocza). Południowy brzeg stawu natomiast jest zajęty przez stożki akumulacyjne.

Mały Staw, położony w dnie kotła, jest jeziorem morenowym, lustro wody znajduje się na wysokości 1183m n.p.m. W plejstocenie z Kotła Małego Stawu wypływał strumień lodowy (jeden z wielu) zasilający lodowiec Łomnicy (najdłuższy lodowiec po północnej stronie Karkonoszy).



Mały Staw.




Dalej ruszamy znanym nam z dnia poprzedniego niebieskim szlakiem do Strzechy Akademickiej, a następnie kierujemy się na wschód żółtym szlakiem do Białego Jaru. Jest to miejsce niezwykłe z kilku powodów. Po pierwsze, ze względu na tragedię, jaka miała tu miejsce w roku 1968. 20 marca na skutek zejścia lawiny zginęło 19 osób - jest to największa tragedia lawinowa w Polsce. W akcji ratowniczej uczestniczył GOPR, milicja, oddziały wojska, straży pożarnej oraz turyści i mieszkańcy Karpacza - łącznie około 400 osób. Rok później postawiono w miejscu zejścia lawiny pomnik upamiętniający ofiary lawiny, jednak został on zniszczony przez kolejną lawinę. Schodząc ze szlaku (oczywiście w celach naukowych :)) tuż poniżej podstawy pomnika, można odnaleźć bloki skalne, ciosane bryły sześcienne - pozostałości po pomniku.

Biały Jar to duża nisza niwalna, jej szerokość osiąga około 300m, a jej górna krawędź znajduje się na wysokości 1370m n.p.m. Biały Jar znajduje się na północnych stokach Karkonoszy i stanowi dogodne miejsce dla akumulacji dużych mas śniegu i dlatego jest jednym z miejsc, gdzie pokrywa śnieżna utrzymuje się najdłużej w Karkonoszach.




Dalej nasza trasa wiedzie pod Dom Śląski, gdzie docieramy czarnym szlakiem. Schronisko to nie przypadło mi do gustu chyba jeszcze jak żadne inne. Chwilę przerwy mamy niestety w tym miejscu, siadamy jak najdalej od tego brzydkiego moim zdaniem obiektu, odwracamy się plecami. Dla umilenia sobie czasu robię topograficzne panoramki. Nie wszystkie szczyty udaje się rozpoznać, ale i tak nie było źle. Przede wszystkim widzimy przed sobą nasz dzisiejszy cel - Śnieżkę. Pierwszego dnia już zakochałam się w jej kształcie, w jej dostojności. Góra ta ewidentnie góruje nad otaczającym ją terenem. Dlaczego? Ano dlatego, że Śnieżka jest tak zwanym twardzielcem, co oznacza, że jest zbudowana ze skał odporniejszych na procesy niszczące niż skały je otaczające - Śnieżkę budują hornfelsy, które są zmetamorfizowanymi termicznie łupkami łyszczykowymi. Stoki Śnieżki od północy rozcina Kocioł Łomniczki.Kocioł Łomniczki jest również kotłem polodowcowym, na jego zboczach można zauważyć spływy gruzowe, zwane murami.


Widok znad Kotła Łomniczki


Północne stoki Śnieżki.


Północne stoki ze względu na duże nachylenie przekraczające 30 stopni, zajmują pokrywy blokowe, które wciąż podlegają transportowi grawitacyjnemu.

Śnieżka też niejednokrotnie może kojarzyć się z... hałdą! Wszystko za sprawą teras krioplanacyjnych. Mieszkam w Bytomiu, a o mieszkających tu mówi się "na wunglu wychowani", więc może poprzez skojarzenie z rodzinnym miastem i hałdami tu występującymi tak bardzo przypadł mi do gustu kształt Śnieżki? :)

Jeszcze zanim wejdziemy na szczyt Śnieżki wchodzimy na Czarny Grzbiet. Szczyt zdobywamy szybko, wybrukowaną drogą (szlak czerwony), 1603 m n.p.m. Chwila przerwy na szczycie i wracamy do Domku Myśliwskiego :)


Karkonoskie biedronki :)


Chmury.






Śnieżka. Jeszcze tu wrócimy.




To był dobry dzień!

niedziela, 16 września 2012

Pierwszy raz w Karkonoszach - 8.09.2012 - dzień pierwszy :)

I wróciliśmy. Koniec ćwiczeń terenowych, ostatni taki wyjazd. Aż łezka w oku się zakręciła. Ćwiczenia terenowe to zapewne jeden z większych atutów studiowania na Wydziale Nauk o Ziemi. Wspaniali ludzie, wspaniałe miejsca, dużo wiedzy, dużo uśmiechu, zabawy, wspomnień. Zwieńczeniem naszych praktyk była wizyta w... Karkonoszach.

Jakoś tak zawsze wychodziło, że nigdy nie było mi po drodze w Karkonosze. Dlaczego? Nie wiem. Może wydawało mi się, że to tak bardzo daleko, może myślałam, że wyjazd do Karpacza to koszty - a tak naprawdę dojazd do Jeleniej Góry można znaleźć już w cenie 20 zł. Teraz już wiem - nie jest to tak daleko jakby mogło się wydawać, przejazd dla studenta jest tańszy niż do Zakopanego, a same Karkonosze są przepiękne!

8.09, wczesny ranek, wyjazd na ćwiczenia terenowe z geomorfologii. Pociąg do Jeleniej Góry, następnie busik do Karpacza i spacer piechotką już na terenie Karkonoskiego Parku Narodowego do Domku Myśliwskiego (Ośrodek Edukacyjny Karkonoskiego Parku Narodowego). Jeśli ktoś przypadkiem znajdzie się w jego okolicach - warto wstąpić! Ciepłego posiłku schroniskowego czy grzanego piwa tu nie uświadczysz, bo też nie po to ośrodek ten istnieje, ale jeśli tylko chcesz się dowiedzieć czegoś więcej o Karkonoszach to wstąp, zapytaj, poproś o ulotki, o puszczenie filmu o tematyce górskiej. Po męczącym dojściu, z ciężkimi plecakami na plecach i równie ciężkimi mniejszymi plecakami nie na plecach a gdziekolwiek indziej, meldujemy się w Domku Myśliwskim. Po drodze pierwszy raz rzucamy okiem na Śnieżkę (ja widzę ją pierwszy raz w życiu).

Śnieżka.



Daleko jeszcze?


O 21:00 umówiona zbiórka z prowadzącym, więc postanawiamy się przejść po okolicy, zrobić rozpoznanie terenu. Ruszamy więc niebieskim szlakiem nad Mały Staw.

Nad Małym Stawem.

Znad Małego Stawu ruszamy na Strzechę Akademicką.

Strzecha.

Dzień chyli się ku końcowi nad Kotliną Jeleniogórską.


Po zachodzie wracamy do domku, gdzie mamy zebranie o 21:00. Jutro czeka nas olbrzymia dawka wiedzy na szlaku, którą postaram się tutaj przekazać w najbliższej notce. Rekonesansowy dzień w Karkonoszach za nami!


Najniższa chmura, na prawo od schroniska to Cumulus Fractus, a nad nią Stratus Fractus. Cumulus Fractus nazywany jest chmurą dobrej pogody. Jak będzie jutro? Zobaczymy :)

piątek, 29 czerwca 2012

Dzień 4 - 6.06.2012 - Dolina Pięciu Stawów Polskich.

Dzień trzeci był dniem deszczowym. Pochodziliśmy po Zakopanem, poznaliśmy jego historię i wiele ciekawostek. Historie te pobudziły moją chęć do nabycia pozycji wydawniczej "Przedwojenne Tatry. Zakopane i Podhale. Najpiękniejsze fotografie". Jako, że nie mogę sobie pozwolić na takie rarytasy, dostałam tę pozycję na urodziny od Artura. Hura!
Dzień czwarty to wycieczka do mojej ulubionej doliny - Doliny Pięciu Stawów Polskich.

Busem podjeżdżamy do Polany Palenicy. Poniżej Polany Palenicy znajduje się Łysa Polana- to miejsce, dokąd sięgał lodowiec ostatniego zlodowacenia. Po drodze mijamy potok Waksmundzki, który łączy się z Białką. Obydwie rzeki mają charakter roztokowy.

Uchodzący Waksmundzki do Białki.
W listopadzie, gdy byłam w Dolinie Roztoki na wyjeździe badawczym, po okresie suszy hydrologicznej poziom wody w Waksmundzkim był bardzo niski. Na zdjęciu również widać, że poziom nie jest zbyt wysoki, ponieważ zrobione zdjęcie było po dłuższym okresie bezdeszczowym, jednak sytuacja nie był tak "dramatyczna" jak w listopadzie. Przy rzecze Białce rośnie olszyna karpacka.

Za mostem, z którego zostało wykonane zdjęcie, droga wznosi się już na zbocze doliny i biegnie po głazowisku moreny bocznej Doliny Białej Wody, aż do Wodogrzmotów Mickiewicza, które stanowią próg skalny zbudowany z różowych granitów - barwę zawdzięczają różowym skaleniom




Wodogrzmot pośredni
Zaraz za Wodogrzmotami szlak zielony prowadzi bardziej ku południowemu zachodowi. Wchodzimy do Doliny Roztoki, która stanowi odgałęzienie Doliny Białki - jest doliną zawieszoną nad dnem głównej doliny. Początek zielonego szlaku, to wędrówka po granitowych schodkach, gdzie obserwujemy liczne wygłady lodowcowe - wygładzona przez lodowiec powierzchnia skały granitowej. Idziemy dnem doliny poniżej stromych zboczy Wołoszyna, następnie Świstowej Czuby. Za olbrzymim granitowym blokiem o nazwie Dziadula kończy się las i zaczyna kosodrzewina. Po przeciwnej stronie doliny oglądamy zawieszony kocioł lodowcowy - Buczynową Dolinę. Po solidnym kursie semestralnym geomorfologii, o wiele lepiej ogląda się takie dolinki, znając genezę ich powstania. I na Buczynową patrzę już inaczej niż dotychczas. W kotle tej dolinki lodowiec istniał jeszcze 9-10 tys. lat temu. Idziemy wzdłuż potoku zielonym szlakiem, wchodząc stopniowo na próg Wielkiego Stawu i oglądamy największy wodospad Tatr - Siklawę. W tym miejscu widzimy wiele rys lodowcowych na wygładach. Również widok na wyraźnie U-kształtny charakter Doliny Roztoki jest z tego miejsca najlepszy.

Dolina Roztoki.



Niebieskim szlakiem idziemy do mojego ulubionego schroniska, na szarlotkę oczywiście. Nie jestem entuzjastą szarlotek, średnio za nimi przepadam, jednak szarlotce, która zajmuje pierwsze miejsce w rankingach nie mówię nie :) Odpoczywamy chwilę, chociaż tak naprawdę nie zdążyłam się zmęczyć (troszkę mnie i Paulinie brakuje tak zwanej "wyrypy", ale nie miejsce i nie czas na dawanie sobie w kość).


Po chwili ruszamy niebieskim szlakiem, przez zbocza Świstowej Czuby do Morskiego Oka. Zimą szlak ten jest zamykany, ze względu na dużą częstotliwość występowania lawin. Po drodze pstrykam jeszcze parę zdjęć ulubionej dolince.

Piątka.



Piątka po raz drugi.


Idziemy piargami. Głęboki Żleb robił na mnie zawsze ogromne wrażenie, robi i tym razem.

Piargi.

Podchodząca grupa 7.
No siema.



Przy Morskim Oku zatrzymujemy się dosłownie na chwilę, po czym ruszamy a(o)sfalt(d)ową  drogą do Polany Palenicy, gdzie czeka na nas bus. Ogromna dawka wiedzy zostaje w głowach, mam nadzieję, że na długo.



Fotogeniczny Mnich.

poniedziałek, 18 czerwca 2012

4.06.2012 - Dzień drugi


Cała grupa spotyka się pod skocznią w Zakopanem, pod Wielką Krokwią, która usytuowana jest na północnym stoku góry Krokiew (1378 m n.p.m.). Jest to wzniesienie reglowe, i właśnie Tatry reglowe są dzisiejszym naszym celem. Pod samą skocznią znajdują się osady piaskowe, które przykrywają flisz.  Po krótkim omówieniu dzisiejszej planowanej trasy oraz po przyglądnięciu się mapie geologiczne Tatr, ruszamy czarnym szlakiem Drogą pod Reglami. Jest to szlak u podnóża Tatr Zachodnich, szczególnie polecany osobom starszym, dzieciom oraz mniej sprawnym turystom. Kiedyś droga ta była nazywana Żelazną Drogą – od XVIII wieku stanowiła połączenie dwóch ośrodków hutniczych w Kościelisku oraz w Kuźnicach (o hutnictwie więcej napiszę później, przy okazji wycieczki do Kościeliskiej Doliny oraz do Kuźnic).




 Znajdujemy się w reglu dolnym, gdzie powinny rosnąć pojedyncze świerki, a tu znajduje się ich stosunkowo dużo, co jest związane z działalnością człowieka – sprowadzenie świerków alpejskich za czasów, gdy był tu zabór austriacki. Świerki te są często wyschnięte, ponieważ na Drodze pod Reglami są wystawione na działanie promieni słonecznych. Duże zasługi w niszczeniu lasów świerkowych ma kornik drukarz (uwielbiam tą nazwę J ). W XVIII i XIX wieku drzewa były mocno eksploatowane jako paliwo do pieców hutniczych.



Ruszamy w kierunku Dolinu ku Dziurze. U wejścia do doliny widzimy w dnie potoku pod mostkiem, pochylone ku północy warstwy wapieni eoceńskich. W dni potoku widzimy niewielkie kaskady, które powstały na ciemnych, warstwowanych wapieniach retyku. 




Z biosfery, to mogę napisać jedynie, że występują tu buki oraz jodły:) .

Za mostkiem widzimy już tylko jasne dolomity środkowego triasu. Po lewej stronie znajduje się wapienna skałka, w której znajduje się Jaskinia Dziura. Niegdyś jaskinia ta służyła za schronienie dla pasterzy, w XIX wieku nazywana była „Zbójnicką Jamą” – ukrywać się miał w niej zbójnik Wojciech Mateja, który okradał baców między innymi z oscypków :D Czuję, że bym się z nim dogadała, bo też bym mogła być zbójnikiem, gdybym żyła w XIX wieku w Zakopanem i też bym z oscypków okradała J Mniam! 
Sama jaskinia to komora o długości około 50 metrów. Geneza powstania tej jaskini wiąże się z krążącym w skale gorącymi wodami hydrotermalnymi i jest to jedyna w Polskich Tatrach jaskinia hydrotermalna. W ścianach jaskini można dojrzeć miskowate zagłębienia, którą są świadectwem zawirowań wód w czasie przepływu w jaskini.


W jaskini.

Zagłębienia w stropie jaskini.



Wracamy Doliną ku Dziurze znów na Drogę pod Reglami i wchodzimy w Dolinę Strążyską. W potoku dostrzegamy duże obtoczone głazy, które są brekcją złożoną z okruchów dolomitowych, które są zlepione białymi żyłami dolomitu. Gdy znajdujmy się na wysokości około 1000 m n.p.m., widzimy po prawej stronie postrzępione turniczki dolomitowych Kominów Strążyskich, które znajdują się u podnóży Smakowej Czuby (1189 m n.p.m.). Warto wspomnieć, że znajduje się tu jedno z najniższych stanowisk kosodrzewiny. W końcu dochodzimy do Polany Strążyskiej, która kiedyś była miejscem wypasu owiec. Na hali można dostrzec pojedyncze bloki, które oderwały się ze ścian skalnych, a największy taki wapienny blok nazywa się „Sfinks” i prawdopodobnie zsunął się po niewielkim lodowczyku (w epoce lodowcowej)na Polanę Strążyską z Giewontu. Na polanie są pozostałości po pasterstwie – szałasy. W jednym z nich jest bufet, gdzie podają najgorszą szarlotkę świata podobno. Na chwilę przysiadamy, omawiamy mapę geologiczną i ruszamy ku „Siklawicy”.




Z Siklawicy wracamy znów Doliną Strążyską. Czemu taki wybór? Ano dlatego, że część grupy stwierdziła, że bez sensu iść na Sarnią Skałę, bo "i tak nic nie widać". No cóż, nie każdy musi być zapalonym górołazem.
Robimy jeszcze jeden średnio sensowny manewr, bo wchodziły w Dolinę Białego od północnej strony.
Idąc Doliną Białego oglądamy po lewej stronie dolomitowe Koryciska, oraz sztolnię, w której na początku lat pięćdziesiątych XX wieku eksploatowano dolnotriasowe czarne łupki z tufitmi, które wydobywano z uwagi na nieco większą zawartość pierwiastków promieniotwórczych.


Wejście do dawnej sztolni.


Idziemy jeszcze nieco Doliną Białego w stronę południową, po czym wracamy do ośrodka, z głowami pełnymi wiedzy.